|
MAŁA MATURA? Egzamin gimnazjalny w nowej formule, która zacznie obowiązywać w 2012 roku, bywa nazywany przez publicystów małą maturą. To nawiązanie do przedwojennego szkolnictwa i słynnej reformy Jędrzejewicza sugeruje rewolucyjne zmiany w ocenianiu gimnazjalistów. Czy słusznie? Od razu odpowiedzmy - dla jednych słusznie, dla innych nie. Niewiele zmienia się dla nauczycieli języka polskiego. Nieco inny, jak mówią pracownicy CKE - holistyczny, będzie teraz system punktowania wypracowań. Brzmi to bardzo mądrze, ale na czym polega różnica? Po prostu, nowa instrukcja oceniania daje większą elastyczność sprawdzającemu, który nie będzie musiał już liczyć, ile utworów przywołał uczeń w pracy, tylko stwierdzi, czy jego rozumowanie jest "pełne". Zapewne wszyscy się jednak zgodzą, że pełne rozumowanie wymaga trzech argumentów, więc tak naprawdę w sposobie oceniania niewiele się zmieni. Ocenianie holistycznie nie będzie zresztą zupełną nowością, bowiem po raz pierwszy zastosowano je na egzaminie z 2011 roku. Pewną nowość stanowią typowe pytanie "wiedzowe", których przykłady zaprezentowano w Informatorze Gimnazjalnym na 2012 rok. Ponieważ w podstawie programowej znajdują się utwory oznaczone *, których nie można pominąć w trakcie nauki, na arkuszu mogą znaleźć się polecenia dotyczące treści np. II części "Dziadów". To informacja ważna dla uczniów - przed egzaminem trzeba powtórzyć wszystkie najważniejsze lektury. Natomiast dla nauczycieli nie ma ona większego znaczenia - * oznaczone są tak ważne tytuły i nazwiska, że żaden polonista nie pominąłby ich, nawet gdyby zostały napisane petitem. Gorzej mają nauczyciele matematyki. Pozbyli się towarzystwa fizyki, biologii, chemii i geografii, które mogły co prawda wprowadzać zmęt w umysłach egzaminowanych uczniów, ale równocześnie odpowiedzialnością za wynik obarczały nauczycieli wszystkich tych przedmiotów. W powszechnej świadomości egzamin matematyczno-przyrodniczy funkcjonował jednak jako "egzamin z matmy". Teraz został rozdzielony. Równocześnie staje się trudniejszy. Według informatora:
Analiza przykładowych zadań potwierdza te założenia. To, że w ogóle nie ma w Informatorze zadań zamkniętych, wynika zapewne jedynie z chęci zaprezentowania nauczycielom nowych trendów egzaminacyjnych. Jednak na tej podstawie można domniemywać, że dużą część arkusza zapełnią zadania nietypowe, wymagające i umiejętności matematycznych, i inteligencji. Nie wiadomo, jak poradzą sobie z nimi polscy gimnazjaliści. Pocieszające jest, że w związku ze zwiększoną trudności zadań będą mieć pół godziny więcej na ich rozwiązanie. Podobnie biolodzy, chemicy, fizycy i geografowie - to, że wyzwolili się z podległości matematyce, jest najmniejszą zmianą, która ich spotka. Liczba zadań z ich przedmiotów będzie porównywalna z dotychczasowym egzaminem, nadal też sprawdzian będzie mieć charakter międzyprzedmiotowy. Jednak wśród tych zadań:
Z tego, co zaprezentowano w Informatorze wypływa wniosek, że podobnie jak w matematyce uczeń będzie musiał wykazać się wiedzą i umiejętnością myślenia. Brzmi to bardzo obiecująco, ale czy w sytuacji stresu egzaminacyjnego nie okaże się, że nawet dobrzy uczniowie wypadną słabo? Pamiętajmy jednak, że: Zadania w informatorze nie wyczerpują wszystkich typów zadań, które mogą wystąpić w zestawie egzaminacyjnym. Na pewno pojawią się wśród nich również zadania typowe, łatwe dla każdego w miarę przygotowanego gimnazjalisty. Rewolucję przeżyją historycy, a zwłaszcza angliści. W przypadku tych pierwszych można faktycznie mówić o małej maturze. Nie tylko, dlatego że odpowiadają już sami za siebie i z własnych efektów nauczania będą rozliczani. Dotychczas wyniki egzaminu humanistycznego były prezentowane w rozbiciu na umiejętność czytania tekstów kultury i tworzenia własnego tekstu, bez podziału na poszczególne przedmioty. Teraz uczeń otrzyma osobną informację o wyniku egzaminu z historii. A zadania, które na nim przewidziano, przypominają polecenia maturalne, tyle że bez pracy pisemnej. Wszystkie mają charakter zamknięty, ale mogą polegać na wielokrotnym wyborze, uzupełnianiu luk, dobieraniu, wybieraniu "prawda - fałsz". Wymagają umiejętności pracy ze źródłami - pisanymi i ikonograficznymi. Jednak to wszystko nic w porównaniu z tym, co czeka filologów obcych, czyli głównie anglistów. Angielski swą popularnością bije na głowę wszystkie pozostałe języki. W 2011 roku zdawało go ponad 371 tysięcy uczniów. Niemiecki wybrało 71 tysięcy, a inne języki liczba w granicach błędu statystycznego. Dla anglistów co prawda sformułowanie "mała matura" nie powinno stanowić szoku, bowiem egzamin gimnazjalny z języka obcego od początku, czyli od 2009 roku, był ewidentnie wzorowany na egzaminie maturalnym. W tym roku, żeby podobieństwo do matury stało się pełne, wprowadzono też podział na poziom podstawowy i zaawansowany. Ten wyższy muszą zdawać wszyscy uczniowie, którzy kontynuują naukę danego języka ze szkoły podstawowej. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszyscy lub prawie wszyscy zdający angielski uczą się go od podstawówki, to okaże się, że egzamin na poziomie rozszerzonym będzie musiał zdać każdy - i geniusz, i słabeusz. Prawdziwa rewolucja wynika jednak z czego innego - po raz pierwszy wynik egzaminu z języka obcego będzie brany pod uwagę przy rekrutacji do liceów (na razie tylko na poziomie podstawowym, na rozszerzonym od r. szk. 2018/19). Jakie będą efekty tych zmian, dowiemy się dopiero za kilka lat. Powinni zyskać uczniowie dobrzy i bardzo dobrzy, którzy znajdą pole do popisu dla swych umiejętności. Uczniowie słabsi, acz pracowici, będą mogli wykazać się wiedzą, np. na języku polskim - znajomością lektur. Kłopot mogą mieć nauczyciele, którzy dotąd uczyli wyłącznie "pod egzamin". Wydaje się, że główny cel, który przyświecał Ministerstwu i CKE podczas projektowania nowej formuły egzaminacyjnej (oprócz dostosowania jej do nowej podstawy) wyraża się zdaniem kilkakrotnie powtórzonym w Informatorze:
Jaki stąd mogą płynąć wnioski dla nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych? W ciągu najbliższych 3 lat raczej żadne, poza głębszą i dokładniejszą informacją płynącą z zaświadczania o wynikach egzaminu gimnazjalnego. Zmiany w oświacie, nawet rewolucyjne, nie powodują przecież równie szybkich reakcji w psychice i mentalności uczniów. Za 3 lata, kiedy do liceów trafi kolejny rocznik uczony wg nowej podstawy, można liczyć na lepsze przygotowanie gimnazjalistów z polskiego, historii, matematyki i języka obcego, a zwłaszcza na to, że będą lepiej radzić sobie z zadaniami nietypowymi, wymagającymi inteligencji i twórczego myślenia. Na koniec wniosek niezwykle istotny na już - za 3 lata na pewno w podobny sposób zmieni się egzamin maturalny! Trzeba to przewidzieć i natychmiast skończyć z uczeniem "pod klucz".
|